Moje wspomnienia

Nasza ferajna

Jak okupacyjna młodzież realizowała swoje potrzeby intelektualne?

Młodzież to nie dzieci, ani też ludzie dorośli. Młodość to w okresie rozwoju człowieka bardzo trudne lata. Kończą się zabawy w berka, kończą się pierwsze nauki w szkole podstawowej. Umiemy czytać i pisać, znamy tabliczkę mnożenia. Wiemy, w którym miejscu na kuli ziemskiej leży nasz kraj. Mamy koleżanki i kolegów, z którymi odkrywamy tajemnice dorosłych. Czeka nas jednak następny stopień rozwoju: szkoła średnia. Trudny, ponieważ dyktowany niemieckimi potrzebami: jeżyk niemiecki – przedmioty: krawiectwo, ogrodnictwo, szklarstwo, szewstwo, stolarstwo i tym podobne zawody, takie, jakie były planowane na potrzeby niemieckich obywateli.

Mamy dosyć nauki pozbawionej historii Polski, literatury polskiej. Mamy dosyć łapanek, wywózki do obozów naszych bliskich, strzelania, echa egzekucji, rewizji i rozgrzebywania naszych plecaków. Mamy dosyć niemieckich żołnierzy na ulicy i w szkole. Zaczynamy sięgać do polskiej – zakazanej literatury, do dawnych polskich wierszy, do zwyczajów. Zaczynamy obserwować życie i zwyczaje naszych rodziców, bliskich. Wybieramy ich sposób życia, zachowań i kontaktów z ludźmi. Wchodzimy w okres wyboru i zmiany naszego życia, czujemy, że czegoś nam brakuje – są jakieś luki, które należy wypełnić. Zaczynamy sami wybierać i uzupełniać potrzeby – na miarę możliwości. Szukamy różnych sposobów, żeby to coś, czego nam brakuje – odszukać, ale w jaki sposób? Jak? Wszędzie kontrole niemieckie – a za tym często śmierć!

Jak powstała klarysewska „Ferajna”? (Inaczej grupa młodzieży o tych samych potrzebach).

Już w roku 1940 na moje imieniny przyszedł Józio Piętka (mieszkaniec Skolimowa). Przyjechał Andrzej Budzyński – kolega Władka (mojego brata). Od Józka dostałam w prezencie wiersz – od Andrzeja, który wspaniale grał na fortepianie – nuty walca Jego kompozycji. Na tle Andrzeja Walce, po 76 latach powstał film pt. „Odnaleziony Walc”, grają w nim amatorzy Barbara i Andrzej. Na fortepianie (twórczo !) grał również Władek i bardzo nieśmiało ja. Przyjechały moje dwie kuzynki – Niunia i Misia. Przyszli Ala i Bogdan, przyjechał mój cioteczny brat Tadek Dryll. Wszystkich gości witali moi Rodzice. Dobrze czuli się w towarzystwie młodzieży i w potrzebie byli pomocni.

Po skromnym przyjęciu przeszliśmy do dużego pokoju – salonu. Było tu dużo miejsca i najważniejszy mebel – fortepian. Stała również biblioteka Taty, a w niej setki książek. Wzbudziła zainteresowanie. Już po godzinie każdy trzymał w dłoni coś dla siebie do czytania lub do deklamowania. Tata opowiedział nam przeżycia 1-szej wojny światowej, kiedy był osobistym kierowcą gen. Hallera. Pokazał zdjęcia, na których widoczna była Renówka, a w niej przy kierownicy w mundurze – mój tata. Andrzej zagrał swojego walca, Władek coś innego no i zaczęliśmy tańczyć. Najpierw Andrzej Walca, a następnie Tanga i Fokstroty. To było cudowne przeżycie. Na tle niemieckich zbrodni i dyscypliny kilkanaście młodych ciał tulące się do siebie, oddychało tańcem i muzyką. W przerwach ktoś, coś zadeklamował, przeczytał, było pięknie, jak nigdy i bardzo nam potrzebna. Postanowiliśmy spotykać się często. Jak pozwalał czas, a każdy na takie spotkanie musiał przynieść jakiś pomysł, coś ciekawego.

W ciągu 4 lat nasza „Ferajna” liczyła ok. 20-stu stałych członków w wieku (nie licząc rodziców) od 15 do 20 lat. Spotykaliśmy się „na zawołanie”. Bez żadnego regulaminu, bez zobowiązań, bez odpowiedzialności. Spotykaliśmy się z potrzeby czytania, tworzenia, uczenia, wymiany i realizacji naszych potrzeb.

Młodości boska!

Autor: Józio Piętka

Tyś w kieliszku wina,
w śmiechu i w figlu…
Tyś jako leśna soczysta jeżyna,
tyś twórcza siła…
Twa wielkość, szczęście, beztroska?
Tyś jak meteor jak błysk pioruna,
jako nad miastem dalekim łuna…
Ty dziwnym blaskiem rozpromieniona,
Ty krótkotrwała…
Pytio delficka, o niezgłębiona!

Przyjaciele „Ferajny” i krótko o ich życiu.

Heniek Zienkowicz – przyjaciel nas wszystkich, mieszkał w Skolimowie. Jego rodzice mieli duży dom nad Jeziorką, tuż przy moście. Do niego należały letnie dni. To on uczył nas pływać i skakać do czystej, wówczas Jeziorki z mostu. Zimą konserwował nasze kajaki, woził nas saniami na ośnieżone polany Lasu Kabackiego, tam przechylał sanie i cała Ferajna była ze śmiechu w śniegu. Heniek był wysportowany. Doskonale tańczył. Był bardzo pomocny każdemu z nas. W dniach, kiedy Klarysew, Jeziorna i okolice nadwiślańskie stały się terenami przyfrontowymi – zostaliśmy eksmitowani do Konstancina. Heniek przewiózł nas tam, swoim koniem i wozem. W czasie Powstania Warszawskiego walczył w tutejszych lasach. Prześladowany po Powstaniu przez polskich Ubeków – wraz ze starszym bratem Władkiem zbiegł do Kanady. Kilka lat temu zmarł na obczyźnie. Jego prochy wraz z grupą przyjaciół chowałam w rodzinnym grobie w Skolimowie, gdzie spoczywają Jego rodzice i starszy brat Witek, który zginął w 1944 r. w Lasach Chojnowskich, w Piskórce, w walce z Niemcami. Cześć Ich pamięci.

Józek Piętka – kolega Władka i Andrzeja, bardzo zdolny chłopak. Pomagał nam z nauką matematyki. Pisał również wiersze i pięknie je deklamował. Wzięty do wojska, uciekł do Francji. Zdobył obywatelstwo francuskie – odwiedził mnie w Polsce, korespondowaliśmy. Zmarł we Francji.

Tadek Dryll – mój kuzyn, świetny uczeń. Skończył prawo. Piastował wysokie stanowisko. Nie tańczył, grał na fortepianie – ale tylko Chopina.

Moje kuzynki:
Niunia – piękna dziewczyna, wystarczy, że dobrze tańczyła. Zginęła w Powstaniu Warszawskim.
Misia – nie grała, nie pisała wierszy, ale była doskonała w towarzystwie. Powstanie Warszawskie, obóz.

Andrzej Budzyński – kolega Władka, Józka i Tadka. Grał wspaniale na fortepianie, tworzył, naukowiec. Powstaniec Warszawski, wielokrotnie raniony. Tytuł Profesora Chemii zdobył na Uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych. W Filadelfii był profesorem chemii przez 35 lat. Zmarł w grudniu 2018 roku w Stanach Zjednoczonych.

Nasza Ferajna zajmowała się tylko tym – co opisane. Nie było mowy o szykującym się Powstaniu Warszawskim. Dopiero po czasie okazało się, że wszyscy tutaj opisani, brali w Nim udział, a większość była represjonowana przez polskich Ubowców (za walkę z Niemcami).

Przyjaciele „Ferajny”Autorka: Barbara Żugajewicz-Kulińska
Dlaczego mnie nie odwiedzacie?
Adres przecież ten sam…
Drogę do mnie znacie…

Czekają tu na Was
albumy ze zdjęciami
w nich – my młodzi,
ale ci sami.

Czeka stary fortepian
na dotknięcie przez was klawiszy.
Chce ożyć dźwiękiem,
nie lubi wieloletniej ciszy.

Czekają zdarte płyty,
z niezdartym głosem Kiepury.
Czekają stare, ale gościnne mury.

Autorka: Barbara Żugajewicz-Kulińska

Jeden komentarz do “Nasza ferajna

  • Dzień dobry, Mój Dziadek i Babcia [Józefa – z domu Hausner i Wacław Wróblewscy] wraz z moim Tatą Ryszardem Wróblewskim i jego starszą Siostrą Eugenią, w czerwcu 1944 roku zatrzymali się na jakiś czas u swojego znajomego w KLARYSEWIE uciekając z Sarn na Wołyniu przed Rosjanami. Mam zdjęcie ich wszystkich, w tym Pana i jego córki [bądź wnuczki] u którego zamieszkali. Tuz przed Powstaniem zamieszkali u Brata Babci Józefa Hausnera przy Krakowskim Przedmieściu [24 lub 26] w Warszawie. Jest to ostatnie zdjęcie Babci i Dziadka ponieważ 1. sierpnia 1944 tuż po godzinie „W” kiedy wracali pociągiem z Klarysewa zostali w okolicach Belwederu rozstrzelani przez Niemców wraz z większą grupą ludzi. Miejsce rozstrzelania nie jest do końca pewne, natomiast pewne jest, że w pierwszym dniu Powstania oboje zginęli. Mój Tata został sierotą a po Powstaniu wraz z wujkiem Hausnerem dostali się do obozu w Prenzlau [na wschód od Kołbaskowa] gdzie byli do końca wojny. Osada Klarysewo nie była zbyt wielka przed wojną. Mam zatem wielką prośbę czy mógłbym przesłać to zdjęcie Pani Barbarze Żugajewicz-Kulińskiej, bo być może rozpozna tego Pana ze zdjęcia. Gromadzę dane o Rodzinie i to jest jedna z białych plan na mapie. Serdecznie pozdrawiam i liczę na pomoc Piotr Wróblewski P.S. Ani Tata, ani Siostry taty nie byli w stanie podać nazwiska tego Pana Wróblewski MÓJ EMAIL: piotrysz@gmail.com

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *